W cieniu dorodnych palm
„W cieniu dorodnych palm rozległa, europejskoarabska osada. Za jej obrzeżami pofalowane diuny — morze piasku. Północne krańce Wielkiego Zachodniego Ergu Saharyjskiego. Po raz wtóry mogłem podziwiać piękno pustyni.
Centralnym punktem osady był duży budynek, otoczony wysokim, białym murem. Solidnie kuta blachą brama, nad nią napis w języku francuskim Kompania dyscyplinarna Legii Cudzoziemskiej, poniżej zaś „Legionisto, Pamiętaj! Twoją Ojczyzną jest Legia". Poddawani są tu resocjalizacji legioniści za przewinienia lub niewykonanie rozkazu bądź po prostu za narażenie się przełożonym.
Niełatwe wiedli życie. Przez cały dzień słychać było, jak ich poganiano za murem. Po nocach też nie mieli spokoju. Ciągłe alarmy, zbiorowe recytacje przepisów wojskowych. Czasem krzyk, jakby kogoś bito. Często obserwowałem wymizerowa
Duże jadowite stawonogi, głównie tropikalne. Duży (do 3 cm długi odwłok) pająk. Ukąszenia bardzo bolesne, nie zagrażające jednak życiu człowieka.
nych legionistów ciągnących w słonecznym żarze kopiaste wozy, „przyprzężonych" do dyszla niby konie. Było mi ich serdecznie żal.
Obsadę kompanii stanowili starzy legioniścipodoficerowie. Twarde, opryskliwe typy. Podejrzewałem, że mszczą się na swoich podopiecznych za to, co kiedyś może sami przeżywali. Wśród nich znalazł się również nasz rodak. Wąsaty sergent. Na oko widać, że to doświadczony leżjoncrski wyga. Spytałem go pewnego razu, dlaczego tak męczą ludzi.“(2)